Hello :)
Tak jak napisałam we wcześniejszym poście dzisiaj chciałabym opowiedzieć jak za klimatyzowałam się w nowym otoczeniu.
Początki jak wiadomo nigdy nie są łatwe, w moim przypadku także nie były.Głównie największy problem miałam z językiem, wydaje się to dziwne, ponieważ uczyłam się angielskiego całą podstawówkę, a z klasówek najniższą oceną było 4+,ale będąc tu trudnością było mi powiedzieć Hi a co mowa prowadzić jakąkolwiek konwersacje. Moja odpowiedzią na każde pytanie było Yes lub No. Strasznie stresowałam się cokolwiek powiedzieć nawet jeśli znałam odpowiedź, ale z perspektywy czasu stwierdzam iż nie potrzebnie ponieważ nawet jakbym się pomyliła i powiedziała coś kompletnie niegramatycznie nikt nie zwróciłby na to najmniejszej uwagi, bo ludzie tu, akceptują wiele rzeczy.
Pierwszy dzień szkoły, był dniem który pamiętam najlepiej, pamiętam jak idąc do szkoły próbowałam podnieść się na duchu wmawiając sobie jak to będzie dobrze,a przekraczając szkolne drzwi czułam,że zemdleję lub umrę ze strachu. A obawy które miałam,były zupełnie nie potrzebne.Kiedy tylko przekroczyłam drzwi szkolne i ustałam obok recepcji, od razu podeszła do mnie dziewczyna, która była polką i powiedziała,że jest ona moją 'opiekunką' i przewodniczką. Miałyśmy wspólny plan lekcji więc na wszystkich z tych lekcji siedziałam z nią. Mienie takiego 'opiekuna' to świetna sprawa, zwłaszcza jeśli nie wiesz nic na temat szkoły i jesteś od niedawna w Anglii. Taka osoba jest Ci niezbędna i pomaga w wielu sprawach, przede wszystkim w dogadaniu się z nauczycielami jak i z każdą osobą która do Ciebie podchodzi lub zagaduje, a takich jest mnóstwo. Na początku także strasznie dziwiłam się czemu ludzie tak bardzo interesują się osobami które dopiero doszły, przecież takich osób jest bardzo dużo, a tak czy siak każdy w twoim 'year' czyli klasie o takiej osobie wiedzą. W moim przypadku też tak było ludzie podchodzili pytali się jak mam na imię, skąd jestem itp.
Z początków pamiętam także jak najbardziej ze wszystkiego czekałam na weekend, na czas w którym nie musiałam przebywać w szkole, bo pierwsze 3 miesiące były dla mnie straszne, nie umiałam korzystać tak zwanego lunch'u w którym to mieliśmy chwile na posiłek i odpoczynek od siedzenia w klasie. Dla mnie to było 40 minut przestane,albo przesiedziane w ciszy obok ludzi ,którzy w ogóle nie zwracali na mnie uwagi. Tak było dlatego, ponieważ nie miałam, żadnych przyjaciół, a jedyną osobą z która się zadawałam,była moja opiekunka, więc gdzie szła ona, tam szłam i ja. Kiedy doszłam do szkoły byłam w year 9 czyli tak jakby w 1 klasie polskiego gimnazjum. Jak wiadomo będąc w gimnazjum nauki jest strasznie dużo, a jedynym plusem jaki wtedy był dla mnie ważny było to iż w Anglii nauka nie jest na tak wysokim poziomie jak w Polsce, więc zamiast mieć kartkówki co dzień , tu miałam je co 2 miesiące. Prace domowe także były na luzie, ponieważ na zrobienie jej mieliśmy cały tydzień,a nie dzień, albo nawet kilka godzin jak to bywało w Polsce. Wolnego także mieliśmy więcej , bo pod koniec 2 miesięcy był tak zwany half term,gdzie to mieliśmy tydzień wolnego, w którym robić można było co tylko się chciało, między innymi spać do 12 i siedzieć w domu każdego dnia, co także było przytłaczające,gdy wyglądając przez okno widziałam znajome twarze ze szkoły. Bardzo chciałam mieć jakiegoś przyjaciela, czy osobę z którą mogłabym wyjść, posiedzieć i pogadać, ale byłam zbyt nieśmiała i nie pewna siebie aby pierwsza się do kogoś odezwać. W tamtym roku strasznie tęskniłam za Polską (nie mówię, że teraz mam ją już gdzieś, nie wręcz przeciwnie, teraz tylko zrozumiałam fakt iż mieszkanie tu nie jest takie złe, jakie wydawało się rok temu). Więc będąc w 9 klasie strasznie czekałam na wakacje 2014 do których odliczałam dni razem z moimi przyjaciółmi z Polski z którymi miałam tak świetny kontakt ze wydawałoby się, że przetrwa wszystko, niestety wyszło jak wyszło ale to w sumie długa i nudna historia. Tak strasznie czekałam na wakacje, ponieważ tęskniłam za tym co było i zamiast się otworzyć ,porozmawiać z innymi i żyć tym co się w okół mnie działo, ja wolałam zamknąć się w sobie i wspominać jak to cudownie było kiedyś i użalać się jak to źle jest teraz i jaka to ja jestem samotna. Tak to było aż do czerwca, w którym to wiele się zmieniło. Miedzy innymi stałam się milion razy odważniejsza a główną tego przyczyną było to, iż postanowiłam,że napisze do jednej z moich angielskich koleżanek i zaproponuje spotkanie. Oczywiście zakładałam najgorsze,że się nie zgodzi, że powie coś nie miłego, a ku mojemu zdziwieniu napisała "oczywiście ,że tak. Z miłą chęcią". Czytając wiadomość od niej czułam się jakbym wygrała na loterii albo umarła i znalazła się w niebie. Było to uczucie niesamowite a pomyśleć jak było po tym jak się z nią spotkałam. I tak właśnie Iza zdobyła przyjaciół:) Zdobyłam to czego najbardziej mi było brak i ciesze się, że w tamtym momencie coś mnie podkusiło,żeby napisać tą wiadomość i pójść na te spotkanie, mimo tego iż nie rozumiałam pół z tego co ona do mnie mówi i prawdopodobnie z odwzajemnieniem. Ale uważam iż tak czy siak czas z nią spędzony był lepszy niż milion godzin przespanych w moim łóżku.
Patrząc na cała sytuację w jakiej byłam w tamtym roku a jaka jest teraz uważam iż wiele się zmieniło, przede wszystkim mój angielski, powiększyło mi się także moje grono znajomych i zwiększyła się moja pewność siebie.
Mimo moich trudnych początków i problemów z językiem i nie tylko, jestem z siebie dumna i cieszę się,że tak sobie poradziłam z za klimatyzowaniem się, ponieważ sądziłam,że będzie o wiele gorze.
Na dziś to by było tyle :) W następnej notce chciałabym napisać trochę o szkole, slangu i rożnych typach ludzi. Jeśli macie jakieś inne propozycję zostawcie komentarz poniżej.
Buziaczki
Iza :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz