wtorek, 19 maja 2015

Szkoła

Hej:)
Dziś chciałabym opowiedzieć wam coś o szkołach w Anglii, ponieważ różnią się one bardzo od tych naszych w Polsce. Mianowicie są one o wiele ciekawsze. Nie chce tutaj mówić,że wszystkie gimnazja w Polsce są nudne czy nie nowoczesne, ale akurat te w mojej byłej miejscowości takie było. Więc w dzisiejszej notce chce w sumie porównać moje gimnazjum w Polsce a high school tutaj.
Otóż patrząc po samym budynku widać wielką różnice, jest on o wiele większy, ma ciekawsze kolory i jest lepiej zabezpieczony. Budynek mojej szkoły otacza co najmniej 50  kamer CCTV, a żeby wyjść ze szkoły w trakcie lekcji musisz to najpierw zgłosić recepcji, podać powód, a także skontaktować się z rodzicem, czasami wymagają też aby mógł ktoś po Ciebie przyjechać. Za to w Polsce mają na Ciebie wylewkę, jesteś to jesteś, nie ma Cię to Twoja sprawa.Także nauczyciele są tutaj bardziej wyrozumiali jeśli chodzi o prace domowe, chociaż też nie wszyscy, główną rzeczą na którą zwracają uwagę jest GCSE czyli punkt do którego dążymy. GCSE jest to test z każdego przedmiotu na koniec high school, to jest coś takiego jak testy 3-cio klasisty, tyle że zamiast do liceum wybierasz się do colleg'u ,albo nawet i do pracy.Wracając do różnic, jedna i podstawową różnicą są tu przedmioty. A wybór ich jest duży. Od wf do dramy, od dramy po product design, od product design po art, religię, fotografię, muzykę, biznes,geografię i jeszcze parę innych. Rzecz która mi się podoba to to iż od roku 7 do roku 9 robisz, każdy z tych przedmiotów, żeby zobaczyć na czym polega każdy z nich i żeby sprawdzić czy jest to coś co Cię interesuję. Czyli mówiąc krótko pomaga to odkrywać a także rozwijać swoje talenty i zainteresowania. Gdy jesteś w roku 10, wtedy wybierasz 4 przedmioty, które lubisz najbardziej i które chciałbyś rozwijać w przyszłości i  ich uczysz się do końca roku 11 i dajesz na GCSE.


Moja obecna szkoła wygląda tak:

 A ta w Polsce wyglądała tak:
















 Uważam iż wiele mówić nie trzeba, różnica jest ogromna. Zatem czy to,że budynek jest lepszy, przyczynia się do fajniejszych nauczycieli?  Czy ma to jakiś wpływ na naukę, przedmioty a może poziom nauczania? ? Odpowiedź na wszystkie pytania brzmi nie. Oczywiście,że wygląd nie zależy od tego jak w tej szkole uczą uczniów, nie jest ona także w 100% idealna i ma wiele minusów. Między innymi jednym z nich jest mundurek, który składa się z białej koszuli,czarnych dzwonów, krawata, blazera i czarnych butów.  Mundurek sam w sobie nie jest taki zły, za to złe jest podejście nauczycieli, którzy czepiają się o każdy jego szczegół. Czy koszula jest w spodniach, nie na zewnątrz, czy masz dzwony nie rurki, czy masz blazer, a jeśli nie masz to najlepiej jakoś go wyczaruj, bo jest niezbędnie "potrzebny" . Strasznie jest to męczące i w większości czasu nie wygodne, ale uważam iż sam pomysł z noszeniem mundurków jest świetny, ponieważ gdyby każdy nosił swoje własne ciuchy byłoby wielkie zamieszanie. Sądzę  że  większość dziewczyn  nosiłaby miniówki, crop topy i wszystko oby tylko pokazać trochę ciałka. Także wiele osób nosiło by markowe rzeczy, buty torby etc. A przecież nie po to przychodzisz do szkoły, aby się wywyższać i pokazywać jaka to jesteś bogata/bogaty, bo wiadomo na pewno nie wszystkich stać na conversy, albo ubrania firmy nike itp. Prowadziłoby to także do wielu kłótni,hejtów albo wyśmiewania z innych bo każdy z nas ma inny styl i nie każdemu musi się styl drugiej osoby podobać.
Kolejnym minusem w mojej szkole jest brak wolnego miejsca. To znaczy moja szkoła nie należy do najmniejszych i fakt miejsca tam jest sporo,ale każdy lunch każą nam spędzać na ground floor, gdzie jest stołówka, duży korytarz a dookoła setki osób. Najlepiej jest jak w piątki w stołówce sprzedają frytki z rybą, albo jak pada więc wtedy wszyscy zostają w środku co doprowadza do przepychanek i wielkiego hałasu.
Budynek mojej szkoły w środku wygląda tak:


Jest on trochę pokręcony i na początku łatwo się tu zgubić. Plusem takiej przestrzeni jest iż będąc na górze, możesz widzieć wszystko co się dzieje na dole i fajnie tak sobie czasami popatrzeć  na ludzi.
Mimo wielu rzeczy których tu nie akceptuje, bardzo lubię swoją szkołę i uważam iż jest ona lepsza niż ta w Polsce.

W dzisiejszej notce to by było na tyle.Mam nadzieję,że podoba wam się wygląd mojej high school.

Pozdrawiam was serdecznie
Iza :*

piątek, 15 maja 2015

Nowe otoczenie,język i znajomi

 Hello :)
Tak jak napisałam we wcześniejszym poście dzisiaj chciałabym opowiedzieć jak za klimatyzowałam się w nowym otoczeniu.
Początki jak wiadomo nigdy nie są łatwe, w moim przypadku także nie były.Głównie największy problem miałam z językiem, wydaje się to dziwne, ponieważ uczyłam się angielskiego całą podstawówkę, a z klasówek najniższą oceną było 4+,ale będąc tu trudnością było mi powiedzieć Hi a co mowa prowadzić jakąkolwiek konwersacje. Moja odpowiedzią na  każde pytanie było Yes lub No. Strasznie stresowałam się cokolwiek powiedzieć nawet jeśli znałam odpowiedź, ale z perspektywy czasu stwierdzam iż nie potrzebnie ponieważ nawet jakbym się pomyliła i powiedziała coś kompletnie niegramatycznie nikt  nie zwróciłby na to najmniejszej uwagi, bo ludzie tu, akceptują wiele rzeczy.
Pierwszy dzień szkoły, był dniem który pamiętam najlepiej, pamiętam jak idąc do szkoły próbowałam podnieść się na duchu wmawiając sobie jak to będzie dobrze,a  przekraczając szkolne drzwi czułam,że zemdleję lub umrę ze strachu. A obawy które miałam,były zupełnie nie potrzebne.Kiedy tylko przekroczyłam drzwi szkolne i ustałam obok recepcji, od razu podeszła do mnie dziewczyna, która była polką i powiedziała,że jest ona moją 'opiekunką' i przewodniczką. Miałyśmy wspólny plan lekcji więc na wszystkich z tych lekcji siedziałam z nią. Mienie takiego 'opiekuna' to świetna sprawa, zwłaszcza jeśli nie wiesz nic na temat szkoły i jesteś od niedawna w Anglii. Taka osoba jest Ci niezbędna i pomaga w wielu sprawach, przede wszystkim w dogadaniu się z nauczycielami jak i z każdą osobą która do Ciebie podchodzi lub zagaduje, a takich jest mnóstwo. Na początku także strasznie dziwiłam się czemu ludzie tak bardzo interesują się osobami które dopiero doszły, przecież takich osób jest bardzo dużo, a tak czy siak każdy w twoim 'year' czyli klasie o takiej osobie wiedzą. W moim przypadku też tak było ludzie podchodzili pytali się jak mam na imię, skąd jestem itp.
Z początków pamiętam także jak najbardziej ze wszystkiego czekałam na weekend, na czas w którym nie musiałam przebywać w szkole, bo pierwsze 3 miesiące były dla mnie straszne, nie umiałam korzystać tak zwanego lunch'u w którym to mieliśmy chwile na posiłek i odpoczynek od siedzenia w klasie. Dla mnie to było 40 minut przestane,albo przesiedziane w ciszy obok ludzi ,którzy w ogóle nie zwracali na mnie uwagi. Tak było dlatego, ponieważ nie miałam, żadnych przyjaciół, a jedyną osobą z która się zadawałam,była moja opiekunka, więc gdzie szła ona, tam szłam i ja. Kiedy doszłam do szkoły byłam w year 9 czyli tak jakby w 1 klasie polskiego gimnazjum. Jak wiadomo będąc w gimnazjum nauki jest strasznie dużo, a jedynym plusem jaki wtedy był dla mnie ważny było to iż w Anglii nauka nie jest na tak wysokim poziomie jak w Polsce, więc zamiast mieć kartkówki co dzień , tu miałam je co 2 miesiące. Prace domowe także były na luzie, ponieważ na zrobienie jej mieliśmy cały tydzień,a nie dzień, albo nawet kilka godzin jak to bywało w Polsce. Wolnego także mieliśmy więcej , bo pod koniec 2 miesięcy był tak zwany  half term,gdzie to mieliśmy tydzień wolnego, w którym robić można było co tylko się chciało, między innymi spać do 12 i siedzieć w domu każdego dnia, co także było przytłaczające,gdy wyglądając przez okno widziałam znajome twarze ze szkoły. Bardzo chciałam mieć jakiegoś przyjaciela, czy osobę z którą mogłabym wyjść, posiedzieć i pogadać, ale byłam zbyt nieśmiała i nie pewna siebie aby pierwsza się do kogoś odezwać. W tamtym roku strasznie tęskniłam za Polską (nie mówię, że teraz mam ją już gdzieś, nie wręcz przeciwnie, teraz tylko zrozumiałam fakt iż mieszkanie tu nie jest takie złe, jakie wydawało się rok temu). Więc będąc w 9 klasie strasznie czekałam na wakacje 2014 do których odliczałam dni razem z moimi przyjaciółmi z Polski z którymi miałam  tak świetny kontakt ze wydawałoby się, że przetrwa wszystko, niestety wyszło jak wyszło ale to w sumie długa i nudna historia. Tak strasznie czekałam na wakacje, ponieważ tęskniłam za tym co było i zamiast się otworzyć ,porozmawiać z innymi i żyć tym co się w okół mnie działo, ja wolałam zamknąć się w sobie i wspominać jak to cudownie było kiedyś i użalać się jak to źle jest teraz i jaka to ja jestem samotna. Tak to było aż do czerwca, w którym to wiele się zmieniło. Miedzy innymi stałam się milion razy odważniejsza a główną tego przyczyną było to, iż  postanowiłam,że napisze do jednej z moich angielskich koleżanek i zaproponuje spotkanie. Oczywiście zakładałam najgorsze,że się nie zgodzi, że powie coś nie miłego, a ku mojemu zdziwieniu napisała "oczywiście ,że tak. Z miłą chęcią". Czytając wiadomość od niej czułam się jakbym wygrała na loterii albo umarła i znalazła się  w niebie. Było to uczucie niesamowite a pomyśleć jak było po tym jak się z nią spotkałam. I tak właśnie Iza zdobyła przyjaciół:) Zdobyłam to czego najbardziej mi było brak i ciesze się, że w tamtym momencie coś mnie podkusiło,żeby napisać tą wiadomość i pójść na te spotkanie, mimo tego iż nie rozumiałam pół z tego co ona do mnie mówi i prawdopodobnie z odwzajemnieniem. Ale uważam iż tak czy siak czas z nią spędzony był lepszy niż milion godzin przespanych  w moim łóżku.
Patrząc na cała sytuację w jakiej byłam w tamtym roku a jaka jest teraz uważam iż wiele się zmieniło, przede wszystkim mój angielski, powiększyło mi się także moje grono znajomych i zwiększyła się moja pewność siebie.
Mimo moich trudnych początków i problemów z językiem i nie tylko, jestem z siebie dumna i cieszę się,że tak sobie poradziłam z za klimatyzowaniem się, ponieważ sądziłam,że będzie o wiele gorze.
Na dziś to by było tyle :) W następnej notce chciałabym napisać trochę o szkole, slangu i rożnych typach ludzi. Jeśli macie jakieś inne propozycję zostawcie komentarz poniżej.

Buziaczki
Iza :*

poniedziałek, 11 maja 2015

Zaczynamy

Hej wszystkim!
Witajcie w moim pierwszym poście na moim pierwszym blogu :)
Bloga chciałam założyć już od x czasu, ale nigdy nie byłam na tyle odważna by to zrobić. Jak widać przełamałam się i stwierdziłam, że nadszedł ten czas i że to zrobię , no i takim o to sposobem jestem i pisze pierwszego w życiu posta.
Na bloga miałam wiele pomysłów, na początku chciałam być tak zwaną 'szafiarką', potem chciałam pisać o życiu, o problemach swoich jak i całego świata, o zdrowiu, naturze, przyrodzie i wielu, wielu innych i przyznam się wam iż nie znalazłam jeszcze tematu który najbardziej mógłby was i mnie  zainteresować, chciałabym także nie zajmować się tylko jedną kategorią,a poruszać tematy wielu. Ale jak to mówią "pożyjemy zobaczymy" i mam nadzieję,że jeszcze wpadnę na coś genialnego, ale  tym zajmę się później. Teraz chciałabym powiedzieć o czym pisze dzisiaj a więc w dzisiejszym poście chciałabym po prostu opowiedzieć coś o sobie.Mam na imię Iza i mam lat 15. Pochodzę z Polski z województwa Podlaskiego,ale obecnie mieszkam za granicą, dokładnie w Anglii. Do Anglii przeprowadziłam się w sierpniu w 2013 roku i sądzę, że nie jestem tu jedyną osobą która miała podobny przypadek. Przeprowadzka do Anglii była  fascynującym jakże i strasznym przeżyciem.
Jako 13 latka nie byłam świadoma jak wygląda Anglia, jak daleko  jest,nie wiedziałam na ile tam jadę, po co i jak mam być szczera nie chciałam tego wiedzieć . Uważałam iż cały ten pomysł z jakaś Anglią to głupota, że przecież to niemożliwe abym wyjechała z mojego miasteczka, abym opuściła moich znajomych i rodzinę. Gdy mama zaczynała temat o przeprowadzce śmiałam się, wzruszałam ramionami i wychodziłam do drugiego pokoju. Robiłam tak dlatego, ponieważ nie dopuszczałam do siebie takiej myśli, nie chciałam się przeprowadzać i uważałam, że miejsce w którym mieszkałam jest przecież idealne i nie rozumiałam po co mielibyśmy je zmieniać- jednym słowem po prostu bałam się tego co będzie, jak moje życie będzie wyglądać, co z moimi przyjaciółmi przecież lepszych nigdzie nie znajdę, jak ja przeżyje to rozstanie. Mówiąc krótko wyolbrzymiałam cała sprawę i nie chciałam nikogo słuchać. Codziennie żyłam w przekonaniu,że to się nie stanie naprawdę, że jeszcze coś się do tego czasu zmieni, aż do lipca, w którym to moja mama- główna organizatorka całej przeprowadzki. Pojechała  sama by obczaić sytuacje i załatwić potrzebne sprawy miedzy innymi dom,prace itd. Kiedy mama wyjechała coś się zmieniło, uświadomiłam sobie,że to już koniec, że nie mam już nic do gadania ,że to się po prostu stanie czy tego chcę czy nie. Oczywiście cały czas miałam nadzieje, że nie znajdzie tej pracy, że nie wynajmą jej domu czy coś w tym stylu.Ale przyjmując do świadomości fakt iż może jej się udać zaczęłam wykorzystywać czas w Polsce z moimi przyjaciółmi jak najlepiej jak tylko się da, a miałam na to tylko miesiąc. Kiedy nadszedł wreszcie sierpień kiedy byłam spakowana a w mieszkaniu stały jedynie kartony, wiedziałam,że to się nie odstanie,a moja nadzieja przepadła. Ale byłam spokojna i z racji tego iż był sierpień oszukiwałam samą siebie myśląc o tym iż jadę na 'długie wakacje'. Kiedy nadszedł dzień wyjazdu pożegnałam się z dalsza rodzina wsiadłam w samochód i razem z tata i rodzeństwem ruszyliśmy w 24 godzinna podróż. Gdy po tak długim czasie byliśmy w końcu na miejscu, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Anglię wydawała się ona dla mnie ona jak nie z tego świata , kiedy przypomnę sobie jak wyglądał park na przeciwko mojego domu a jak wygląda on teraz, i nie chodzi mi o wygląd chodzi o to jak on wyglądał w moich oczach i w czasie kiedy nie mogłam do końca ogarnąć ,gdzie ja jestem i po co. Tak czy siak uważam że przeprowadzka do Anglii była świetnym pomysłem i faktycznie zmieniła ona moje życie  i wszystko przewróciło się do góry nogami,ale nie żałuję i cieszę się, żę mogłam przeżyć coś takiego, bo wiele mnie to nauczyło i pomogło uświadomić wiele rzeczy. 

W dzisiejszej notce to byłoby na tyle uff trochę się napisałam i jestem ciekawa, czy ktoś w ogóle zechce to przeczytać. W następnym poście chciałabym opisać wam życie w Anglii z mojej perspektywy : szkołę, język , znajomych - przede wszystkim moje początki i jak dałam sobie radę. Jeżeli podoba wam się taki pomysł, albo chcielibyście coś innego proszę zostawcie swoją opinię w komentarzu poniżej.

Pozdrawiam was serdecznie buziaczki
Iza :*